piątek, 23 grudnia 2011

23 grudnia 23:25

A u mnie jest plus dziesięć i nawet Mikołaj przyjeżdża z Hiszpanii. Zima to abstrakt. Święta to sklepy. Nie będzie pierogów. Będzie Martini i pierś z kurczaka umazana w serze i pesto. Mój holenderski tak czyta opakowania. Pachnie zaskakująco eksluziv, ale tu słowo przystępna cena obejmuje o wiele więcej znaczeń jedzeniowo-pitnych. Stać mnie. Stać mnie , żeby jeść , żeby pić. Człowiek od zbierania kwiatków, najemnik któremu zwracają cały podatek , gdyż należy do grupy najbiedniejszych, zapija swoje pokerowe przygody Martini ze Spritem. Zostałem oficjalnie kapitalistyczną dziwką.

czwartek, 8 grudnia 2011

Niektórzy nie lubią słów.

Są rzeczy, w których jestem dobry. Snucie planów, Pro Evolution Soccer, nie rzyganie po alkoholu. Nie jest ich wiele, nie jest też tak mało. Słowa. Na tej liście słowa zajmują miejsce pierwsze. Mówię. Mówię bardzo dużo. Czasem nawet z sensem. Nie wszyscy to lubią. Niektórzy nie lubią słów. Dzisiaj dostałem drugie ostrzeżenie w pracy. Za słowa. Czy było one uzasadnione , czy nie to już kwestia sporna.
Są cele , które sobie wyznaczyłem. Te malutkie i te większe. Jednym z tych celów jest spokój. Spokój po powrocie. Żeby było na kanapki i na jakiś tam komfort w głowie. Zbyt dużo słów może mi to odebrać. Nie pierwszy zresztą raz i nie ostatni.
Po prostu zamknij się i pracuj- tak napisała kiedyś Dagmara. I nawet nie napiszę, że może ma rację, bo słowo może nie jest tu odpowiednie. Zawiera jakąś dozę nie wiary w zdanie, które jest kompletnie prawdziwe.
Po czym poznaję się dojrzałość. Nie wiem . Nigdy nie wiedziałem. Mam nadzieję, że moją dojrzałość ludzie tutaj poznają po milczeniu.

czwartek, 24 listopada 2011

Trupy

Ostatnio zdarza mi się widzieć trupy. Rzadko. Jednostkowo. W swoich czarnych workach upchniętych w zgniecione auta czekają. Tak bez emocji. Przekręcam licznik czasu, żeby mieć światło jeszcze na kilka stron Murakamiego. Przekręcam i wracam do łóżka , które w ciągu ostatnich dwóch- trzech tygodni stało się moim królestwem. Miejscem życia i rozrywek. Moim Las Vegas.
Facebook coraz bardziej zastępuję rzeczywistość. Za oknem coraz szybciej robi się ciemno, więc ograniczam nieco moje wojaże. Byłem w Amsterdamie i widziałem korowód świateł. Poczułem się ćmą która chce tam wrócić.
Wyłączyłem się już kompletnie z hotelowego krwiobiegu i odłożyłem swoje życie na bok w oczekiwaniu na przeprowadzkę do Hagi .Jutro będzie lepiej. Tak sobie mówię. Tak sobie wierzę. Będzie Pasteurstraat 96 i będzie lepiej. Stworzę sobie swój mały Olsztyn. Wiem powinienem tworzyć sobie swoje małe Lepsze Miasta, ale o gustach się nie dyskutuje.

sobota, 12 listopada 2011

Hotel

Masz pokój. Każdy podobny do siebie i każdy inny. W pokoju masz dwa piętrowe łóżka, telewizor, szafę, dwa krzesła. W celach nie ma krzeseł są taborety. Masz jeszcze łazienkę i coś na kształt aneksu aneksu kuchennego. I to jest pokój. I takich pokojów masz kilkadziesiąt. Może kilkaset. I w każdym mogą mieszkać cztery osoby. Kilkadziesiąt razy cztery- policz sobie. W pokojach nie można pić, palić i gotować. Kto nie może ten nie może. Jest niedziela . Jest popołudnie. Czujesz bigos , czujesz schabowe, czujesz ziemniaki. Nie można gotować. Jak wejdziesz do łazienki to ten cholerny alarm się nie włączy. Nie można palić. Bavaria. Nie można pić.
Masz za oknem kanał. Głębokość do 9 metrów. Podobno ktoś w nim kiedyś pływał, podobno ktoś łowił ryby, podobno ktoś skoczył z okna. Tak mówią. Mówią dużo. Kto z kim spał, kto z kim pił i kto kogo nie lubi. Zawsze mówią. I później ktoś się dowiaduję , że posuwał na pralce kogoś, kto w tym czasie przytulał swojego syna w Polsce. Ale ludzie widzieli...
Jest więc hotel. Masz pokój. Każdy podobny do siebie i każdy inny.

wtorek, 1 listopada 2011

Brak dat

Nie pamiętam o datach. Nie pamiętam bo dzisiaj jest wtorek i pracujemy do 15 a jutro będzie środa i trzeba będzie zebrać trochę więcej kwiatków, to pewnie też do 15. 1 Listopada nie istnieje tak jak nie będzie istniał 11. Tak jak w szkole byle do piątku. Pracuję , jem, net, zejście, rozmowy, net , sen. Czasem gdzieś dzwonię. Czasem czekam na maila albo obecność na facebooku. Dziewczyny mówią że jak przyjdzie grudzień to już z górki, bo szybko minie, tylko w święta chujowo, i już zaraz styczeń i urlopy. I Amsterdam-lotnisko-lotnisko- Polska. Ktoś mówi że tęskni, komuś mówię że tęsknie, komuś nie mogę powiedzieć, ktoś się nie odzywa. Naturalna kolej rzeczy bez względu na miejsce pobytu.

niedziela, 30 października 2011

Mieszane uczucia

Gdyby to był typowy pamiętniczek to napisałbym : właśnie mija mój pierwszy normalny weekend w Holandii. I mimo że to blog , który nieco broni się od bycia pamiętniczkiem, to tak mogę spokojnie napisać: mija weekend.
Czy normalny ? Intensywny na pewno. Wczoraj odwiedziłem Walibi World, dziś pierwsze niedzielne zakupy. Wrażenia w obu przypadkach mam mieszane. Na plus mogę zaliczyć zdecydowanie wewnętrzne przełamanie się, co zaowocowało tym, że mimo lęku wysokości, zdecydowałem się na przejażdżkę (małym bo małym ale jednak) rollercoasterem. Niestety wszystkie pozytywne wrażenia rozpływały się w morzu kolejek. Żeby zobrazować sytuację: w przeciągu 9 godzin, które spędziłem w parku, bezpośrednie korzystanie z jego atrakcji zajęło mi w sumie zapewne...kwadrans. Ale byłem i nie żałuję.
A zakupy? Zakupy zrobiłem ostatecznie w New Yorkerze. A że w POlsce też mógłbym je zrobić ... stąd mieszane uczucia. Dla jednej rzeczy warto było jednak wyjechać z hotelu... obiad był pyszny. I syty:)

sobota, 22 października 2011

Strzyga

Po sześciu tygodniach w końcu przyszedł smutek. Smutek i tęsknota które chyba zawsze przychodzą pod wieczór. Nawet tu można przyzwyczaić się do ludzi. Tu może nawet szybciej. Człowiek jednak szuka jakiś boji na tym holenderskim morzu.
Rzadko tęsknie za domem. Siedem lat w Olsztynie pozwoliło mi się przyzwyczaić do tego, że rodzinny dom to tylko numer w książce adresowej, który raz na miesiąc raz na dwa materializuję się na weekend.
parafrazując Eldo : Słucham Grammatika myślę co się zmieniło

środa, 12 października 2011

Rower

Jeśli pomyśli się o Holandii to, pierwsze dwie rzeczy które przychodzą nam na myśl to zapewne marihuana i rowery. Odnośnie tego pierwszego nie czuję się ekspertem, więc skupie się na tym drugim. Holandia to rowery, a rowerzyści to bogowie. Sam takim bogiem dzięki mojemu pracodawcy jestem- czy chce czy nie do pracy oddalonej o 5 kilometrów muszę dostać się rowerem bo taki mam przydział. Tu jednak jazda to czysta przyjemność. Jako prawie posiadacz kilkunastoletniej holenderki ( nieźle to brzmi) zapewniam, że infrastruktura rowerowa w okolicach Hagi jest imponująca. Co uderza na samym początku pobytu tutaj to praktycznie brak chodników. Tutaj bowiem mało kto chodzi pieszo. Od poruszania sie mają oni rowery tudzież skutery. I te rowery mają tu pierwszeństwo- przez miesiąc tylko raz czekałem dłużej niż kilka sekund przy wjeździe na rondo. W tej kwestii powrót do Polski może być kiedyś bolesny.

niedziela, 9 października 2011

Wiatr od morza

Gdzieś przepłynęły obok mnie te 3 tygodnie i o dziwo jednak nie podróżowały rzeką Styks. Praca zaczyna być tylko zbiorem powtarzalnych godzin. Jedyne na co patrzysz to, to żeby liczba na Solarisie była jak największa. Nikt tu nie przyjechał nawracać. Można się do wszystkiego przyzwyczaić. To taka stara ale jednak prawda. Możesz się przyzwyczaić do trzech mężczyzn w pokoju , do gromady samców puszących się przed twoimi ładnymi koleżankami i do powtarzających się hotelowych kup jedzenia. Bo przed tobą plany i marzenia a to zmienia cały światopogląd. Od kilku dni przypominam sobie , że w sumie mieszkam nad morzem. Może nie ja sobie przypominam , ale pogoda robi to za mnie. Lato minęło definitywnie a rowery nie są już najprzyjemniejszym środkiem lokomocji. Nawet Holendrów mniej na ulicach o czym można przekonać się w Albert Heijnie, gdzie obecnie 60 % klientów to Polacy, którzy nad swoje ciepło przekładają zakup taniego piwa i przyzwoitych soków.

poniedziałek, 3 października 2011

Jest sporo do opisania i nie za bardzo wiem od czego zacząć. Praca jest. To podstawa. w końcu robię coś w swojej licealnej profesji i zajmuję się szeroko pojętym ogrodnictwem. No dobra szkoła była rolnicza więc to daleko idące porównanie. Mieszkam w hotelu robotniczym, który kiedyś był siedliskiem zła a dzisiaj jest siedliskiem... nieco zła nieco dobra. Minusem jest na pewno mieszkanie w cztery osoby, co praktycznie zabija prywatność. Charakter hotelowy ogólnie zabija "prywatność" . Nie minęły 3 tygodnie a ja już zostałem połączony z dwoma dziewczynami, z którymi rzeczywiste kontakty są na poziomie niewinności. Ogólnie wyszedł mi wpis na poziomie 15-latka , więc następny będzie w momencie mojej większej zdolności tworzenia literatury.

czwartek, 8 września 2011

Widziałem w swoim życiu kilka rzeczy zadziwiających i imponujących. No dobra może nie było ich dużo ale teraz do tego grona dołącza pewna agencja pracy a raczej szybkość jej działania. Mamy dziś czwartek , do Beetsmy zadzwoniłem we wtorek a w niedzielę powinienem być już w Hadze. I mam głęboką nadzieję, że nie stanę się bohaterem kolejnego reportażu w Uwadze albo Sprawie dla reportera. Jedno jest pewne- firma w której mam pracować istnieję i jest potentatem w swojej dziedzinie. A jaka to dziedzina? Jak najbardziej holenderska i absolutnie nienarkotyczna. Jednym słowem kwiaty. Jakiś rodzaj lilii. Jak na początek w nowym kraju powinno być nieźle. Ważne , żeby płacili i nie kapało na głowę. A później? Później trzeba być konsekwentnym...

wtorek, 6 września 2011

Jeżeli nadal jestem bocianem to teraz wypadł czas na pitstop

Z założenia jest to dziennik podróży. Nie będzie się to wszystko nadawać na itinerarium bo i moje obecne siedzenie na Kociewiu jakże inne jest od wyprawy na Moskwę Radziwiłła (jakby ktoś się nie zgadzał- wiem co mówię, jestem znawcą pomniejszym tematu podróży w renesansie). Póki co nie ma żadnej Holandii, żadnej Anglii , mało jest nawet Kociewia. Jest dom, laptop i czasowe wyjścia na podwórze.Rzeczy pewne nagle stają się mgliste. Tak wyszło z pracą dla której rzuciłem inną pracę. Słowa :" przyjeżdżajcie pracy jest w chuj" było tak samo prawdziwe jak zeznania Clintona odnośnie seksu. Bardziej prawdziwe były słowa pani Agaty z okolic Amsterdamu: Do Listopada przestój- możemy was zapisać a kolejce. Polska zaradność przypomniała mi o kilku znajomych i tak jakoś pojawiła się kolejna opcja na pracę. Średnio to widzę, bo nie dość że praca wstępnie na 3 tygodnie to coś czuję , że również na wysokości. A miłośnikiem wysokości to ja nie jestem. No ale nic- scen w życiu to ja jeszcze nie budowałem. Może czas się w tej kwestii rozdziewiczyć....