wtorek, 6 września 2011
Jeżeli nadal jestem bocianem to teraz wypadł czas na pitstop
Z założenia jest to dziennik podróży. Nie będzie się to wszystko nadawać na itinerarium bo i moje obecne siedzenie na Kociewiu jakże inne jest od wyprawy na Moskwę Radziwiłła (jakby ktoś się nie zgadzał- wiem co mówię, jestem znawcą pomniejszym tematu podróży w renesansie).
Póki co nie ma żadnej Holandii, żadnej Anglii , mało jest nawet Kociewia. Jest dom, laptop i czasowe wyjścia na podwórze.Rzeczy pewne nagle stają się mgliste. Tak wyszło z pracą dla której rzuciłem inną pracę. Słowa :" przyjeżdżajcie pracy jest w chuj" było tak samo prawdziwe jak zeznania Clintona odnośnie seksu. Bardziej prawdziwe były słowa pani Agaty z okolic Amsterdamu: Do Listopada przestój- możemy was zapisać a kolejce.
Polska zaradność przypomniała mi o kilku znajomych i tak jakoś pojawiła się kolejna opcja na pracę. Średnio to widzę, bo nie dość że praca wstępnie na 3 tygodnie to coś czuję , że również na wysokości. A miłośnikiem wysokości to ja nie jestem. No ale nic- scen w życiu to ja jeszcze nie budowałem. Może czas się w tej kwestii rozdziewiczyć....
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz