Gdyby to był typowy pamiętniczek to napisałbym : właśnie mija mój pierwszy normalny weekend w Holandii. I mimo że to blog , który nieco broni się od bycia pamiętniczkiem, to tak mogę spokojnie napisać: mija weekend.
Czy normalny ? Intensywny na pewno. Wczoraj odwiedziłem Walibi World, dziś pierwsze niedzielne zakupy. Wrażenia w obu przypadkach mam mieszane. Na plus mogę zaliczyć zdecydowanie wewnętrzne przełamanie się, co zaowocowało tym, że mimo lęku wysokości, zdecydowałem się na przejażdżkę (małym bo małym ale jednak) rollercoasterem. Niestety wszystkie pozytywne wrażenia rozpływały się w morzu kolejek. Żeby zobrazować sytuację: w przeciągu 9 godzin, które spędziłem w parku, bezpośrednie korzystanie z jego atrakcji zajęło mi w sumie zapewne...kwadrans. Ale byłem i nie żałuję.
A zakupy? Zakupy zrobiłem ostatecznie w New Yorkerze. A że w POlsce też mógłbym je zrobić ... stąd mieszane uczucia. Dla jednej rzeczy warto było jednak wyjechać z hotelu... obiad był pyszny. I syty:)
niedziela, 30 października 2011
sobota, 22 października 2011
Strzyga
Po sześciu tygodniach w końcu przyszedł smutek. Smutek i tęsknota które chyba zawsze przychodzą pod wieczór. Nawet tu można przyzwyczaić się do ludzi. Tu może nawet szybciej. Człowiek jednak szuka jakiś boji na tym holenderskim morzu.
Rzadko tęsknie za domem. Siedem lat w Olsztynie pozwoliło mi się przyzwyczaić do tego, że rodzinny dom to tylko numer w książce adresowej, który raz na miesiąc raz na dwa materializuję się na weekend.
parafrazując Eldo : Słucham Grammatika myślę co się zmieniło
Rzadko tęsknie za domem. Siedem lat w Olsztynie pozwoliło mi się przyzwyczaić do tego, że rodzinny dom to tylko numer w książce adresowej, który raz na miesiąc raz na dwa materializuję się na weekend.
parafrazując Eldo : Słucham Grammatika myślę co się zmieniło
środa, 12 października 2011
Rower
Jeśli pomyśli się o Holandii to, pierwsze dwie rzeczy które przychodzą nam na myśl to zapewne marihuana i rowery. Odnośnie tego pierwszego nie czuję się ekspertem, więc skupie się na tym drugim. Holandia to rowery, a rowerzyści to bogowie. Sam takim bogiem dzięki mojemu pracodawcy jestem- czy chce czy nie do pracy oddalonej o 5 kilometrów muszę dostać się rowerem bo taki mam przydział. Tu jednak jazda to czysta przyjemność. Jako prawie posiadacz kilkunastoletniej holenderki ( nieźle to brzmi) zapewniam, że infrastruktura rowerowa w okolicach Hagi jest imponująca. Co uderza na samym początku pobytu tutaj to praktycznie brak chodników. Tutaj bowiem mało kto chodzi pieszo. Od poruszania sie mają oni rowery tudzież skutery. I te rowery mają tu pierwszeństwo- przez miesiąc tylko raz czekałem dłużej niż kilka sekund przy wjeździe na rondo. W tej kwestii powrót do Polski może być kiedyś bolesny.
niedziela, 9 października 2011
Wiatr od morza
Gdzieś przepłynęły obok mnie te 3 tygodnie i o dziwo jednak nie podróżowały rzeką Styks. Praca zaczyna być tylko zbiorem powtarzalnych godzin. Jedyne na co patrzysz to, to żeby liczba na Solarisie była jak największa. Nikt tu nie przyjechał nawracać. Można się do wszystkiego przyzwyczaić. To taka stara ale jednak prawda. Możesz się przyzwyczaić do trzech mężczyzn w pokoju , do gromady samców puszących się przed twoimi ładnymi koleżankami i do powtarzających się hotelowych kup jedzenia. Bo przed tobą plany i marzenia a to zmienia cały światopogląd. Od kilku dni przypominam sobie , że w sumie mieszkam nad morzem. Może nie ja sobie przypominam , ale pogoda robi to za mnie. Lato minęło definitywnie a rowery nie są już najprzyjemniejszym środkiem lokomocji. Nawet Holendrów mniej na ulicach o czym można przekonać się w Albert Heijnie, gdzie obecnie 60 % klientów to Polacy, którzy nad swoje ciepło przekładają zakup taniego piwa i przyzwoitych soków.
poniedziałek, 3 października 2011
Jest sporo do opisania i nie za bardzo wiem od czego zacząć. Praca jest. To podstawa. w końcu robię coś w swojej licealnej profesji i zajmuję się szeroko pojętym ogrodnictwem. No dobra szkoła była rolnicza więc to daleko idące porównanie. Mieszkam w hotelu robotniczym, który kiedyś był siedliskiem zła a dzisiaj jest siedliskiem... nieco zła nieco dobra. Minusem jest na pewno mieszkanie w cztery osoby, co praktycznie zabija prywatność. Charakter hotelowy ogólnie zabija "prywatność" . Nie minęły 3 tygodnie a ja już zostałem połączony z dwoma dziewczynami, z którymi rzeczywiste kontakty są na poziomie niewinności. Ogólnie wyszedł mi wpis na poziomie 15-latka , więc następny będzie w momencie mojej większej zdolności tworzenia literatury.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)