czwartek, 8 września 2011

Widziałem w swoim życiu kilka rzeczy zadziwiających i imponujących. No dobra może nie było ich dużo ale teraz do tego grona dołącza pewna agencja pracy a raczej szybkość jej działania. Mamy dziś czwartek , do Beetsmy zadzwoniłem we wtorek a w niedzielę powinienem być już w Hadze. I mam głęboką nadzieję, że nie stanę się bohaterem kolejnego reportażu w Uwadze albo Sprawie dla reportera. Jedno jest pewne- firma w której mam pracować istnieję i jest potentatem w swojej dziedzinie. A jaka to dziedzina? Jak najbardziej holenderska i absolutnie nienarkotyczna. Jednym słowem kwiaty. Jakiś rodzaj lilii. Jak na początek w nowym kraju powinno być nieźle. Ważne , żeby płacili i nie kapało na głowę. A później? Później trzeba być konsekwentnym...

wtorek, 6 września 2011

Jeżeli nadal jestem bocianem to teraz wypadł czas na pitstop

Z założenia jest to dziennik podróży. Nie będzie się to wszystko nadawać na itinerarium bo i moje obecne siedzenie na Kociewiu jakże inne jest od wyprawy na Moskwę Radziwiłła (jakby ktoś się nie zgadzał- wiem co mówię, jestem znawcą pomniejszym tematu podróży w renesansie). Póki co nie ma żadnej Holandii, żadnej Anglii , mało jest nawet Kociewia. Jest dom, laptop i czasowe wyjścia na podwórze.Rzeczy pewne nagle stają się mgliste. Tak wyszło z pracą dla której rzuciłem inną pracę. Słowa :" przyjeżdżajcie pracy jest w chuj" było tak samo prawdziwe jak zeznania Clintona odnośnie seksu. Bardziej prawdziwe były słowa pani Agaty z okolic Amsterdamu: Do Listopada przestój- możemy was zapisać a kolejce. Polska zaradność przypomniała mi o kilku znajomych i tak jakoś pojawiła się kolejna opcja na pracę. Średnio to widzę, bo nie dość że praca wstępnie na 3 tygodnie to coś czuję , że również na wysokości. A miłośnikiem wysokości to ja nie jestem. No ale nic- scen w życiu to ja jeszcze nie budowałem. Może czas się w tej kwestii rozdziewiczyć....